20 Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie

Oj, działo się, działo! Laureaci Konkursu im. Astrid Lindgren. Prezentujemy nasze powieści. U moich stóp leży hełm, w którym walczyłam w szrankach, skromne 3,5 kg, i nie ma lipy, bo nitowana kolczuga.

Przy okazji prezentuję fragment „Glorii”, łączy go z „Szarym” postać mechanika:
„Spojrzałam mu w oczy, dostrzegłam, że są zielone. Miał długie ciemne włosy i posiwiałą brodę. Wyglądał jak motocyklista z filmu o Hells Angels. Oceniłam go na jakieś pięćdziesiąt lat, może kilka więcej. Igor mógł się pochwalić ciekawymi przyjaciółmi.
– Zapraszam do mojego królestwa. Obejrzycie sobie maszynki.
Podszedł do hangaru i rozsunął dwuskrzydłowe drzwi. Warsztat okazał się niewielkim muzeum. Gospodarz oprowadzał nas po nim, prezentując motocykle ustawione w rzędzie, pod tylną ścianą.
– To sokół o pojemności tysiąca centymetrów. Motocykl naszej rodzimej konstrukcji. Wyprodukowano go przed drugą wojną światową. Prawdziwa gratka dla kolekcjonerów.
– Jest podobny do harleya?
– Do indiana. Tu masz model harleya-davidsona WLA z tysiąc dziewięćset czterdziestego drugiego.
– No, na harleya to on nie wygląda – wtrącił Igor. – Zapakowałeś mu lagi od japończyka. Konserwator zabytków urżnąłby ci za to jaja.
– Składałem go praktycznie od zera. Na początku miałem tylko kawałek uciętej oryginalnej ramy i skrzynię biegów od rudge’a, zgrzebaną przez jakiegoś amatora.
Nic mi to nie mówiło, ale robiłam mądrą minę.
– Rudge to angielski motocykl wyścigowy. – Artur nie dał się przekonać moją udawaną znajomością tematu. Dałam do tego powód, myląc harleya z indianem. – Produkowany od tysiąc dziewięćset jedenastego do czterdziestego trzeciego.
– Moglibyście sobie podać ręce z ojcem Pawła.
– A jak nazwisko?
– Grodziński. Niestety już nie żyje.
– Mieszkał na Woli Justowskiej?
– Tak, przy lasku.
– Znałem go
Artur przystanął i oparł się o ścianę. Wyciągnął tytoń i bibułki z kieszeni grubej zielonooliwkowej koszuli. Spod podwiniętych rękawów wystawały muskularne przedramiona mechanika. Położył na siodełku wuelki bibułkę, wysypał na nią trochę tytoniu, który uformował w wąski pasek, i zaczął w skupieniu robić skręta. Przytrzymał bibułkę palcami, przesunął po niej językiem, skleił, wygładził to miejsce opuszkiem i zapalił skręta. Zapach dymu tytoniowego rozszedł się po hangarze. Poczułam, jak łzawią mi oczy. Rzadko ktoś przy mnie kopcił.
– Miał problem z synem – odezwał się po chwili mężczyzna. – Szczeniak bez jego wiedzy wstąpił do organizacji paramilitarnej. Marek nienawidził broni. Miał powody. – Zaciągnął się kilka razy dymem. – Chodźmy do domu, zaparzę kawę.
Usiedliśmy w salonie. Był w nim kominek, a nad naszymi głowami wznosiła się drewniana antresola. Grube belki podpierały dach, na ścianach wisiały stare zegary i barometry. Na dębowej belce kominkowej stała lampa górnicza, na podłodze umieszczono olbrzymi tłok – miał z pół metra średnicy
– Od lokomotywy – wyjaśnił Artur. Podał nam kubki z kawą, a potem przesunął na bok leżące na ławie stalowe mechanizmy: werki zegarów. – Czasem bawię się w zegarmistrza, to uspokaja”.

14600855_1118592268177334_715576596579535933_n

>> Więcej na temat targów <<


źródło zdjęcia:link

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*